Któregoś dnia spróbowałam nie myśleć o tym co było i nie zamartwiać się o to co będzie. Usłyszałam ciszę. Poczułam spokój. Zauważyłam Słońce i piękny horyzont. Dostrzegłam innych ludzi. Zaistniałam. Znalazłam się w stanie, który odkładałam zawsze na kiedyś. Kiedy skończę studia, nie, to nie było wtedy. Kiedy znajdę pracę marzeń, kiedy założę rodzinę, kiedy objadę świat dookoła... To kiedyś nie następowało i nie nastąpi... Bo zapomniałam o TERAZ

środa, 19 grudnia 2012

Nocne zatrzymanie czasu

Dawno nie pisałam, ale nie oznacza to, że nic nie robię. Ostatnio właśnie dzieje się tak wiele, że wprost nie nadążam. Przypominam sobie czasy studiów, kiedy to "zmuszona" byłam średnio co dwa tygodnie wsiąść do pociągu lub autobusu, by dostać się do szkoły. Przez dwie godziny podróży zdążyłam się nauczyć na egzaminy, kolokwia, wyspać się, pogapić na drogę, posłuchać radia, muzyki, przemyśleć sobie wiele spraw, a przecież w ciągu 5 lat było ich tak dużo... a jeszcze droga często się dłużyła.
Teraz nigdzie nie wyjeżdżam, bynajmniej systematycznie i... okazuje się, że nie mam takiego miejsca, w którym byłabym zmuszona siedzieć, a z tego siedzenia w tym miejscu, bym robiła rzeczy, na które ciągle nie mam czasu. Może to zagmatwane :-)
Gdzie znaleźć takie miejsce, w którym zatrzyma się czas, bym mogła nadgonić wszystko co mam do zrobienia, bym mogła nawet pobyć sama ze sobą? Chyba tylko kibelek został lub coroczna zmiana czasu, oczywiście na korzyść :) Chyba, że znowu zacznę studia w innym mieście ;)
Pozdrawiam wszystkich Nocnych Marków i apeluję o wydłużenie doby lub przymusowe podróże, w ciągu których robiło się wszystko co próbowało się przez tydzień ;)

1 komentarz:

  1. zapraszam w takim razie do Mohakowa na ponowne studia i powrót do spożywania wina w ilościach dość znaczących ;*

    OdpowiedzUsuń