Któregoś dnia spróbowałam nie myśleć o tym co było i nie zamartwiać się o to co będzie. Usłyszałam ciszę. Poczułam spokój. Zauważyłam Słońce i piękny horyzont. Dostrzegłam innych ludzi. Zaistniałam. Znalazłam się w stanie, który odkładałam zawsze na kiedyś. Kiedy skończę studia, nie, to nie było wtedy. Kiedy znajdę pracę marzeń, kiedy założę rodzinę, kiedy objadę świat dookoła... To kiedyś nie następowało i nie nastąpi... Bo zapomniałam o TERAZ

poniedziałek, 31 marca 2014

Wychodzi na to, że...

1. Na pewno wiem, że bierne czekanie aż coś się zmieni nie przyniesie nic (no chyba, że się jest w czepku urodzonym).
2. Na pewno wiem, że podjęcie jakiejkolwiek decyzji zmieniającej tor myślenia lub działania, wyjdzie lepiej niż punkt pierwszy.
3. I chyba zaczynam dochodzić do tego, że dzień świstaka w podjętej najbardziej lub najmniej przełomowej decyzji jest jak najbardziej wskazany


Jest minimum tysiąc wielkich rzeczy, których nie da się zrobić w jeden dzień. Ale jedną wielką rzecz można podzielić na tysiąc kroków i każdego dnia robić jeden do przodu.

I tu się kłaniają Cierpliwość i Wytrwałość

czwartek, 27 marca 2014

środa, 19 marca 2014

Tak w międzyczasie

Póki jestem pomiędzy, to w między jedno a drugie warto coś wstawić, żeby za głucho nie było.. ;)

Gdzieś ostatnio z takich motywatorów przeczytałam, że aby osiągnąć jakiś cel, to po prostu trzeba codziennie zaczynać wszystko od początku. Tj. zbierać siły, motywować się i to robić i robić i robić

I dopiero wtedy zaczyna coś powoli rosnąć, a później jeśli dobrze pójdzie przyjdzie czas na plony
Zobaczymy, bo ja nie wiedziałam że to praktykuję już od dłuższego czasu i to jest polecane przez coachy ;)

No, chyba że ktoś jest w czepku urodzony, to te plony ma od razu :D


W takim razie w międzyczasie jeszcze raz zapraszam na mojego drugiego bloga, dzięki któremu można sobie trochę popodróżować całkiem za darmo :)

http://photo-common-creative.blogspot.com/





poniedziałek, 10 marca 2014

Rowerówka - Bługowo i Jezioro Sławianowskie

Z moim Kochanym i Cierpliwym Przewodnikiem byliśmy na pierwszej wspólnej rowerówce
Dzięki Niemu żaden pies mnie nie pożarł, a było ich dość sporo...

Otóż, pojechaliśmy taką trasą, której nie mogłam sobie przypomnieć, choćbyśmy kręcili się w kółko,
Ale z tego co pamiętam, to byliśmy w Bługowie nad Jeziorem Sławianowskim w kształcie miecza z średniowiecza :) (Wielkopolska - ok.30 km od Piły)
Okolice Przepiękne! Wiosna w powietrzu, między polami, w lesie też

Trasa - 25 km
Kondycja - nieco lepsza niż ostatnio
Czas - ok 1,5 h
Rower - w leasingu po dobrej znajomości ;)


A tam przyjedziemy na (CENZURA)! .
To było dobre :P



Niestety ta fajna dupcia, nie należy do mnie :D

Działo się jeszcze wiele ciekawych rzeczy, i mogę powiedzieć, że wspólne grzebanie po śmietnikach niezwykle integruje :*
Ale... to już zupełnie inna historia :D

czwartek, 6 marca 2014

Jutro weekend! :):):)

Jak przeglądałam dziś w portfelu wszystkie zebrane bilety na pociągi, to wyszło na to, że jeżdżę nimi średnio raz w tygodniu :D I właściwie mogę stwierdzić, że jest to mój ulubiony środek transportu :)

Iiiii jutro znowu jadę :) Tym razem kierunek Wielkopolska :)

Me Gusta :)

niedziela, 2 marca 2014

Sezon otwarty

Na początek delikatna trasa zaczynając od pętli mzk (bodajże 66) przy ul. cmentarnej/dobrzyńskiej, wjeżdżając do Puszczy Bydgoskiej na szlak czerwony i później zielony. Chciałam dostać się do szlaku czarnego prowadzącego do Jeziora Jezuickiego. Miałam nadzieję, że to będzie zwykła leśna dróżka. Jednak po dotarciu do Pomnika Ofiar Hitleryzmu i skręceniu na czarny szlak zaczął się równocześnie szlak konny. Droga ta przez ok. 4 km, to bardzo piaszczysta trasa z licznymi interwałami (góra - dół, góra-dół i tak aż do samej szosy). Albo moja jeszcze słaba kondycja, albo jednak to, że pagórki raczej należą do dość stromych wzniesień przyczyniły się do tego, że co chwilę musiałam podprowadzać rower. W efekcie skapitulowałam po dotarciu do szosy. Ciekawe jest na pewno to, że cały czarny szlak do Solca Kujawskiego będzie prawdopodobnie miał taki charakter pagórkowaty. Wszak między startem a metą jest ok 40 metrów deniwelacji :)

Kondycja (0-10) - 2,5
Km - 16
Czas - ok 1:30h
Przy okazji polecam stronkę http://wirtualneszlaki.pl/


Pomnik Ofiar Hitleryzmu

Jeden ze stromych podjazdów

Dojazd do szosy








Wyobraźnia

Spiknęła się z Mochakiem na ostatkowe tańce, na międzypodtekstowe oblewanie zdobytego dyplomu (Tak, Pani dzwoniła do mnie, że mogę odebrać dyplom fototechnika, co do mnie jeszcze nie dociera :)
i żeśmy gustowały wina z winorośli z lat komuny i shishy o smaku przeterminowanej wiśni oraz watermelona o smaku gumy do żucia nieprzypomnianego producenta. W rozmowach o Iranie włączyłyśmy nutę bellydencową, bollywoodową i przed oczami miałam wielbłąda z dużymi zębami, który chodzi po pustyni w rytm muzyki. Ów wielbłąd przyczepił się do mnie tak mocno, że przypisywałam mu choreografię prawię do każdego kawałka, który usłyszałam. Nie mówiąc już o tym, że wcześniej przez godzinę siedziałyśmy przed klubem w oczekiwaniu, aż znajdzie się miejsce na nasze kurtki w szatni. Więc żeby odnaleźć się w tej paradoksalnej sytuacji, nasz system obronny podpowiadał nam, żebyśmy poczuły się jak nad morzem z widokiem na wysokie budynki....

Nie wiem nawet jak podsumować tą całą śmiesznie-dziwną sytuację jaka miała miejsce z wczoraj na dziś
Idę na rower, żeby przewietrzyć swoją wyobraźnię z resztek shishowego dżemu :)
Bo chyba jednak się starzeję