Któregoś dnia spróbowałam nie myśleć o tym co było i nie zamartwiać się o to co będzie. Usłyszałam ciszę. Poczułam spokój. Zauważyłam Słońce i piękny horyzont. Dostrzegłam innych ludzi. Zaistniałam. Znalazłam się w stanie, który odkładałam zawsze na kiedyś. Kiedy skończę studia, nie, to nie było wtedy. Kiedy znajdę pracę marzeń, kiedy założę rodzinę, kiedy objadę świat dookoła... To kiedyś nie następowało i nie nastąpi... Bo zapomniałam o TERAZ

niedziela, 23 listopada 2014

;)



Oh give me the words 
Give me the words 
That tell me nothing 
Ohohohoh give me the words 
Give me the words 
That tell me everything 


wtorek, 18 listopada 2014

Wakacyjna Przygoda Dzień 3 - Rowy - Łeba

Łebo, Łebo zmierzam ku Tobieeee!!!! - taka melodyjka aż cisnęła się na usta :D
Co to był za dzień!
Szkoda, że aparat był pożyczony. Nie robiłam w tym dniu zdjęć, bo... by go chyba zalało.
Takiej ulewy na rowerze jeszcze nie przeżyłam.
A zapowiadało się tak pięknie :)

Wjechaliśmy Do Narodowego Parku Słowińskiego
Na początku przywitaliśmy się z Oharem :P


i Jeziorem Gardno :)



Potem przemierzaliśmy w kierunku Smołdzina




Aż dotarliśmy do Kluk, w których odwiedziliśmy stary Kaszubski cmentarz




Później Pani nas pokierowała jakąś drogą do Łeby. Ale w trasie lekko się pogubiliśmy. Dołączyliśmy do trójki rowerzystów. Przemili Państwo jechali tą drogą już kilka lat temu, więc stwierdziliśmy, że będzie raźniej jechać razem. Gdy tylko wjechaliśmy na Bagna Słowińskie, Lunęło. Przemierzaliśmy z prędkością lekko szybszą od marszu. Z Michałem nawet nie zakładaliśmy deszczówek, nie widzieliśmy takiego sensu.
Muchy końskie zaczęły nas kąsać po łydkach. Przeprawy przez bagienka, po resztkach kładek graniczyły z cudem, żeby wyjść z tego sucho. Po kolana w błocie, które zresztą na szczęście szybko było zmywane przez ulewę.
Gdy wyjechaliśmy z tych bagien, wjeżdżając już na drogę leśną, znaleźliśmy daszek, pod którym trochę zebraliśmy sił. Humory nam mimo wszystko dopisywały. Nie było żadnego podłamania lub irytacji.
W końcu coś się zaczęło dziać! :)


Dalsza droga, gdy deszcz przeszedł była również bardzo ciekawa. Nawet nie omijaliśmy kałuż na leśnych duktach, bo nie było jak. Przejeżdżaliśmy po nich perfidnie rowerami. Woda sięgała momentami do połowy kół. W jednym odcinku na drodze biegły koło nas pasące się na wolności krowy. Lekko się ich wystraszyłam, widząc, że nie są do niczego przywiązane.

Gdy wyjeżdżaliśmy z lasu, zaczęło dopadać nas zmęczenie i głód. 
Dzień zakończył się już bardzo dobrze, choć trochę rosła nam frustracja co do wysuszenia rzeczy, które z racji pogody schnąć nie chciały. A mokrych przybywało coraz więcej. 
Okazało się też, ze moje sakwy uszyte z nieprzemakalnego materiału są pod tym względem zawodne. Wtedy też zauważyliśmy, że na luzie jechaliśmy z odkrytymi karimatami. Ale człowiek uczy się na błędach :)

To było chyba najdłuższe 30 parę kilometrów, które zajęły nam prawie cały dzień.

Chciałam tylko w tym miejscu napomknąć, że Bagna Słowińskie są zdradliwe.
Pochłaniają wiele ofiar
Michał stracił licznik rowerowy, a ja rękawiczkę.
Więc jeśli tam kiedykolwiek się znajdziecie
Uważajcie
Nie wiecie co Was tam spotka!

:):):)


Wakacyjna Przygoda Dzień 2 - Wicie - Rowy

Gdy zerknęłam, że ostatni wpis zatrzymał się na wspomnieniach z wakacji, tych niedokończonych, uświadomiłam sobie jak dawno to już było...

Nooo, alee co się odwlecze, to nie uciecze. W ramach relaksu małego zamieszania w moim życiu osobisto-zawodowym, usiadłam w końcu i kontynuuję Dzień Drugi :)


Dla mnie dzień drugi był mega relaksacyjny i bardzo zabawny. Droga wiodła przez lasy i pola, czyli coś co bardzo lubię. Michał na takiej trasie już się trochę męczył i niecierpliwił kiedy dojedziemy w końcu do Rowów. I tak w zamiarze mieliśmy Łebę, ale to wszystko przez znaki dla rowerzystów
Rowy 20 km
po 10 minutach jazdy
Rowy 5 km (coś nam nie pasuje, ale super, szybko zleciało)
po około pół godzinie
Rowy 15 km

Pomorzanie mają dziwne poczucie humoru z tym oznakowaniem.
To nas nauczyło, że to są albo mile morskie, albo że ich kilometry trzeba mnożyć razy dwa :)


Piękny sielski krajobraz - aż się Pan zatrzymał pytając się nas, czy my nigdy krów nie widzieliśmy.
Przy okazji mamy nadzieję, że jego mućka, która dała nogę w końcu się znalazła :)

Zaczęliśmy zwracać uwagę na zabytki, kościółki, architekturę, gospodarstwa :)



Taki oto przykład zabytków pochodzących sprzed kilku ładnych wieków
na wioskach, o których się nie mówi ;)

W Ustce, przerwa na zdjęcia, telefony, jedzenie :)

Obczailiśmy mewy jako ewentualne jedzenie, gdyby nam się skończyły fundusze lub nas okradziono :)
Drugą opcją miało być zabieranie chleba rzucanego łabędziom :P
Na szczęście koła ratunkowe nie zostały wykorzystane :)

Bo nie byliśmy w Łebie na wielgachnych wydmach, to chociaż odwiedziliśmy Orzechowską :)

Prawda, że imponująca :D

Wreszcie Rowy :D