Gdy zerknęłam, że ostatni wpis zatrzymał się na wspomnieniach z wakacji, tych niedokończonych, uświadomiłam sobie jak dawno to już było...
Nooo, alee co się odwlecze, to nie uciecze. W ramach relaksu małego zamieszania w moim życiu osobisto-zawodowym, usiadłam w końcu i kontynuuję Dzień Drugi :)
Dla mnie dzień drugi był mega relaksacyjny i bardzo zabawny. Droga wiodła przez lasy i pola, czyli coś co bardzo lubię. Michał na takiej trasie już się trochę męczył i niecierpliwił kiedy dojedziemy w końcu do Rowów. I tak w zamiarze mieliśmy Łebę, ale to wszystko przez znaki dla rowerzystów
Rowy 20 km
po 10 minutach jazdy
Rowy 5 km (coś nam nie pasuje, ale super, szybko zleciało)
po około pół godzinie
Rowy 15 km
Pomorzanie mają dziwne poczucie humoru z tym oznakowaniem.
To nas nauczyło, że to są albo mile morskie, albo że ich kilometry trzeba mnożyć razy dwa :)
Piękny sielski krajobraz - aż się Pan zatrzymał pytając się nas, czy my nigdy krów nie widzieliśmy.
Przy okazji mamy nadzieję, że jego mućka, która dała nogę w końcu się znalazła :)
Zaczęliśmy zwracać uwagę na zabytki, kościółki, architekturę, gospodarstwa :)
Taki oto przykład zabytków pochodzących sprzed kilku ładnych wieków
na wioskach, o których się nie mówi ;)
W Ustce, przerwa na zdjęcia, telefony, jedzenie :)
Obczailiśmy mewy jako ewentualne jedzenie, gdyby nam się skończyły fundusze lub nas okradziono :)
Drugą opcją miało być zabieranie chleba rzucanego łabędziom :P
Na szczęście koła ratunkowe nie zostały wykorzystane :)
Bo nie byliśmy w Łebie na wielgachnych wydmach, to chociaż odwiedziliśmy Orzechowską :)
Prawda, że imponująca :D
Wreszcie Rowy :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz