Któregoś dnia spróbowałam nie myśleć o tym co było i nie zamartwiać się o to co będzie. Usłyszałam ciszę. Poczułam spokój. Zauważyłam Słońce i piękny horyzont. Dostrzegłam innych ludzi. Zaistniałam. Znalazłam się w stanie, który odkładałam zawsze na kiedyś. Kiedy skończę studia, nie, to nie było wtedy. Kiedy znajdę pracę marzeń, kiedy założę rodzinę, kiedy objadę świat dookoła... To kiedyś nie następowało i nie nastąpi... Bo zapomniałam o TERAZ

wtorek, 6 sierpnia 2013

Przedsmak

Dziś wróciłam z krótkiego wyjazdu w Tatry...




To była jednak dość wyjątkowa dla mnie wyprawa, ponieważ pierwszy raz postawiłam sobie za cel, brak celu, a jedynie cieszenie się chwilą, która będzie trwała.
Zwykle w górach pokonywałam szlaki na czas. Oczywiście cieszyłam się widokami, ale przeważnie głowę miałam ciągle zajętą różnymi myślami oraz tym, by wyprzedzić czas zaznaczony na mapce, i na tym skupiałam większość swojej uwagi. A to przyczyniało się do tego, że wyjazdy kończyły się szybciej niż myślałam i tak, że ich "nie czułam"...

Teraz na szczęście spróbowałam innej filozofii. Nastawiłam się na to, że tylko zobaczę Tatry i będę się nimi po prostu cieszyła w każdej chwili... Dało mi to o wiele więcej niż myślałam :)

Uświadomiłam sobie, że podróże, w których wychodzę naprzeciw przyrody, dostarczają mi poczucie spokoju, wolności i jedności zarazem. Natura nie selekcjonuje ludzi na zamożnych i niezamożnych, ładnych i brzydkich, mających wiedzę i nie mających jej wcale. Wszyscy są równi. Uczę się przy niej pokonywania swoich słabości, wrażliwości w dostrzeganiu otaczającego piękna i pokory wobec sił większych ode mnie, na które nie mam wpływu...

cdn.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz