Któregoś dnia spróbowałam nie myśleć o tym co było i nie zamartwiać się o to co będzie. Usłyszałam ciszę. Poczułam spokój. Zauważyłam Słońce i piękny horyzont. Dostrzegłam innych ludzi. Zaistniałam. Znalazłam się w stanie, który odkładałam zawsze na kiedyś. Kiedy skończę studia, nie, to nie było wtedy. Kiedy znajdę pracę marzeń, kiedy założę rodzinę, kiedy objadę świat dookoła... To kiedyś nie następowało i nie nastąpi... Bo zapomniałam o TERAZ

sobota, 31 grudnia 2016

2016/2017

W tym roku, życzę Wam wszystkiego, co ... sami sobie życzycie :)








W 2016 roku było:

Jak było, właśnie :) Gdy ktoś się pyta, co słychać - odpowiadam - dobrze, po staremu, lub dobrze, powoli do przodu.
Ale z perspektywy roku... hihi noooo jest się czym pochwalić :p

W końcu z Mężem zarzuciliśmy kotwicę. Tak, już na swoim i jeszcze żaden talerz nie poszedł w złości na podłogę.
Uczymy się siebie nawzajem. Jeszcze bardziej podziwiam mojego Męża za cierpliwość jaką mnie obdarowuje, mądre słowa, nawet jak już jest w piwnicy, a ja nad nim stoję i filozofuję :P Za to, że jest sobą i mi pozwala być sobą. Za to, że nawet zjada schabowego z makaronem, który miał być kurczakiem. Za to, że mnie wspiera i motywuje. Za to, że w jego oczach widzę Miłość - nie musiałby mi tego mówić, bo ją czuję, ale i tak mnie o niej zapewnia :)

Wiem, że razem jesteśmy w stanie wiele przejść, zrealizować wiele celów - dosłownie i metaforycznie. Tak, w tym roku, spontanicznie przeszliśmy (na własnych nogach) prawie 40 km, by przejść przez wydmę Czołpińską, zobaczyć nieziemską plażę, a później wracać prawie przeklinając pod nosem nasz pomysł. Bo zamiast romantycznego spaceru plażą przez ponad 15 km, nie mogliśmy się doczekać, kiedy dojdziemy do celu.

Tak, w tym roku zrobiliśmy wspólnie prawie 300 słoików kompotu czereśniowego. Po co? Nie wiem. Tyle wyszło :P 
Tak, w tym roku przez długi czas, dopieszczaliśmy nasz domek - malowanie ścian, lakierowanie łóżka, robienie czegoś z niczego, by było gdzie powiesić ubrania, na czym zjeść śniadanie :) 
Udało nam się wyjechać w Bieszczady, znowu zastanawiając się czemu tak, a nie inaczej, szczególnie wsiadając w Rzeszowie do autobusu, w którym gasł silnik na każdych światłach i przystankach - i tak przez ponad 3 h. 

I w tym roku testowaliśmy życie bez telewizora. Tak, da się tak żyć. Radiowe audycje, książki, wspólne rozmowy, modlitwa. Dzięki temu patrzymy na siebie, a nie przed siebie :)

Nauczyłam się:
trochę gotować - już nie pamiętam kiedy robiłam spaghetti :P

rozmawiać, mimo złości lub żalu - by druga osoba nie musiała się domyślać
nie poddawać i powoli dążyć do celu
szukać sposobów, a nie powodów
chyba jeszcze lepiej słuchać
pić wodę niegazowaną :P
omijać czekoladę szerokim łukiem - coraz częściej :P

Życzę sobie:
więcej ufności

więcej wiary
więcej zorganizowania :P
aaa, i tego by moja firma w trzecim roku nie poddała się wysokim składkom, ale dalej trwała i się rozwijała :)
no i oczywiście jeszcze większej MIŁOŚCI :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz