Drugi dzień eksperymentu wyglądał tak:
Już mniejsza część mnie mówiła, że to nieracjonalne wychodzić z domu tak żeby wyjść połazić i wrócić. A może przy okazji zrobię zakupy, albo lepiej siadaj i bierz się za swoje obowiązki.
Natomiast druga część mówiła coś w stylu "Choooodź, nie bój się, będzie fajnieee " :D
Faktycznie nie mogłam się trochę doczekać momentu wyjścia z domu, chociaż wyrzuty sumienia nadal mi towarzyszyły...
Ale
Dziś już było spokojniej, zamiast na 100% być zatopiona w swoich myślach, zaczęłam się rozglądać dookoła. A przecież to rzadkość bo, mózg kobiety każe jej ciągle myśleć: opłać rachunki, wykonaj telefon, zrób zakupy, co dziś na obiad itd itp.
Poza tym było mi fajnie, aż nasunęła się do głowy taka metafora:
Czy nienastrojone skrzypce lub wiolonczela wydadzą z siebie ładny głos?
Pewnie, że nie
A czy nienastrojony człowiek będzie zadowolony z życia?
Odpowiedź zostawiam Wam samym :)
Miłego Dnia!
- kasiowa
- Któregoś dnia spróbowałam nie myśleć o tym co było i nie zamartwiać się o to co będzie. Usłyszałam ciszę. Poczułam spokój. Zauważyłam Słońce i piękny horyzont. Dostrzegłam innych ludzi. Zaistniałam. Znalazłam się w stanie, który odkładałam zawsze na kiedyś. Kiedy skończę studia, nie, to nie było wtedy. Kiedy znajdę pracę marzeń, kiedy założę rodzinę, kiedy objadę świat dookoła... To kiedyś nie następowało i nie nastąpi... Bo zapomniałam o TERAZ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz