Dostałam książkę Beaty Pawlikowskiej "W Dżungli Podświadomości"
Przez pierwsze ok 100 stron leciałam hmmm z lekkim zawiedzeniem, że nie ma tam nic nowego co bym już nie przeczytała gdzieś wcześniej. Jednak ciekawość co będzie dalej, motywowała mnie do przeczytania kolejnego rozdziału, a że rozdziały, a właściwie rozdzialiki były malutkie, czytało się ją dość lekko i szybko.
Im bardziej autorka opisywała swoje życie i wyjaśniała jak wtedy zachowuje się nasza podświadomość w takich sytuacjach, tym bardziej nie mogłam się doczekać rozwiązania.
W efekcie pochłonęłam książkę w ciągu dwóch dni!
Czytając wczoraj około godz.22 ostatnie rozdziały gdzie Beata pisze, że jedynym, a właściwie najlepszym rozwiązaniem na zmuszenie swojej podświadomości do zmian jest poranny spacer z "pozytywnym nastawieniem do świata i ludzi" - pomyślałam "rany, co za problem". Ubieram się z uśmiechem na twarzy i wychodzę po prostu na dwór, rundka wokoło osiedla i do domu. Jaka tutaj jest większa filozofia. Ba, nie tylko wyjdę na dwór, to w dodatku nastawię sobie budzik na 6:00. Ja nie dam rady?
Tylko, że zapomniałam o jednym. W ciągu dnia, a już szczególnie wieczorem odzywa się w nas pani wszechmogąca, pan wszechmogący, co on to jutro nie zrobi, No fakt, dziś już nie miał na to specjalnie siły, ale jak jutro rano wstanie i ruszy to boju, to ziemia się zatrzęsie.
Natomiast rano... Rano to to budzi się jeszcze ktoś zupełnie inny. Jeszcze pięć minut, o rany ale zimno. Nie, to bez sensu, nie ma mowy o spacerze. Jutro pójdę, jak będzie cieplej. O rany, nie mam chleba, faktycznie jakiś powód do wyjścia jest. Ale jest tak zimno, przecież nie muszę jeść na śniadanie chleba. O może jednak jajecznica? Jejku zapomniałam, że muszę pranie zrobić, a potem mam tyleeee zajęć. Kurczę, -10 stopni. Beata Pawlikowska, chyba mówiła o spacerze po dżungli nie u nas w Polsce.
Ostatecznie, po godzinie grzebania się i robienia tysiąc innych spraw, jednak wyszłam okrężną drogą do sklepu, żeby nadrobić drogi. O pozytywnym nastawieniu nie było mowy. Przecież ślisko i zimno.
Dopiero gdzieś w połowie drogi, po 15 minutach, zaczęło mi się podobać, że wcale nie jest tak źle, a poza tym nawet tak miło pada śnieżek. A jak już wracałam do domu z ulubionych chlebkiem, to już było nieźle.
WNIOSEK:
Nasza podświadomość będzie robiła wszystko, dosłownie wszystko, żeby tylko nie złamać automatycznych schematów działania. Irracjonalne wymówki są na logikę tak głupie, że przecież naprawdę wystarczy się ubrać i wyjść. Co za filozofia. A no taka, że podświadomość, robi szalone figle, stwierdzające że to co logiczne jest nielogiczne, a to co nielogiczne uważa za słuszne.
Jestem ciekawa, jakie jutro będę miała wymówki. Bo na pewno się pojawią :)
PS.
gdybym miała na celu iść po chleb. zaspana lekko ogarnięta, poszłabym jak robocik do najbliższego sklepu i szybko wróciła do mieszkania. Ale od rana zrobić coś dla siebie dobrego? Przecież to się w głowie nie mieści, to rozpusta, strata czasu, w tym czasie zrobiłabym tyle pożytecznych rzeczy, albo chociaż niepożytecznie bym się wkurzała na siebie, że mi się znowu nie chce, a muszę. Hehehe takie lekko ironiczne porównanie.
Książkę naprawdę warto przeczytać. Chociażby po to, żeby zmusić się w środku tygodnia o nienormalnej porze do wyjścia na spacer :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz