Któregoś dnia spróbowałam nie myśleć o tym co było i nie zamartwiać się o to co będzie. Usłyszałam ciszę. Poczułam spokój. Zauważyłam Słońce i piękny horyzont. Dostrzegłam innych ludzi. Zaistniałam. Znalazłam się w stanie, który odkładałam zawsze na kiedyś. Kiedy skończę studia, nie, to nie było wtedy. Kiedy znajdę pracę marzeń, kiedy założę rodzinę, kiedy objadę świat dookoła... To kiedyś nie następowało i nie nastąpi... Bo zapomniałam o TERAZ

poniedziałek, 31 marca 2014

Wychodzi na to, że...

1. Na pewno wiem, że bierne czekanie aż coś się zmieni nie przyniesie nic (no chyba, że się jest w czepku urodzonym).
2. Na pewno wiem, że podjęcie jakiejkolwiek decyzji zmieniającej tor myślenia lub działania, wyjdzie lepiej niż punkt pierwszy.
3. I chyba zaczynam dochodzić do tego, że dzień świstaka w podjętej najbardziej lub najmniej przełomowej decyzji jest jak najbardziej wskazany


Jest minimum tysiąc wielkich rzeczy, których nie da się zrobić w jeden dzień. Ale jedną wielką rzecz można podzielić na tysiąc kroków i każdego dnia robić jeden do przodu.

I tu się kłaniają Cierpliwość i Wytrwałość

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz